sobota, 21 lutego 2015

Rozdział IV

Rozczarowany ze łzami w oczach, Nathan wyszedł ze szpitala. Padał deszcz, Nath wyciągnął ramiona jakby udawał, że jest samolotem i wykrzyknął
- DLACZEGO ŻYCIE JEST TAK HOLERNIE NIE SPRAWIEDLIWIE.
Na ulicy przechodziło wtedy kilku przechodniów, lecz żaden nie zwrócił nawet uwagi. Młodzieniec wrócił do budynku, podszedł do recepcji i zapytał czy może wejść do Olivii.
- Niestety czas odwiedzin już się skończył, proszę przyjść jutro.
Kobieta uśmiechnęła się miło, lecz Nathan nie miał humoru i odebrał to za złośliwość. Zmartwiony, nie chciał opuszczać jej w takim stanie, więc postanowił ulokować się na krótki czas w motelu. Szedł pieszo poprzez przecznice, w deszczu, dzięki czemu nikt nie widział, że cicho płacze.

                                      ***

- Pokój 35, na lewo - odezwał się recepcjonista
Nathan otrzymał klucze i wszedł do środka, był to mały szary pokoik z równie dużym podwójnym łóżkiem, przy ścianie od okna znajdowało się biurko. Była już 23, zmęczony położył się spać.

                                     ***

Następnego dnia obudził się o siódmej rano, wziął szybki prysznic, ubrał się i pobiegł do szpitala, niestety tam czekały na niego złe wiadomości.
Przy wejściu napotkał lekarza zajmującego się Olivią.
- Dzień dobry, co z nią - zapytał
- Otrzymaliśmy już resztę wyników i nie wygląda to dobrze... - cisza - Jeśli do wieczora nie znajdziemy dawcy...- znów urwał - na prawdę bardzo mi przykro, nie możemy nic innego zrobić.
Nath coraz bardziej zrozpaczony tą całą sytuacją usiadł na ławce załamał ręce i próbował to wszystko zrozumieć. Minęło trochę czasu i przybity wstał i poprosił o możliwość wstępu na salę w której leżała Olivia. Uspokojony już trochę, spokojnym krokiem zmierzał do jej łóżka szpitalnego. Usiadł na taborecie obok i złapał ją za rękę cicho szepcąc. Siedział tak godzinę aż nie zabrano jej na badania, wtedy postanowił wyjść i poszukać dawcy.

                                  ***

Nath błądził ulicami rozwieszając plakaty i zagadując do ludzi na ulicy, NIKT się nie zgłosił. Rozczarowany pod wieczór ponownie powędrował do szpitala. I wtedy właśnie...

3 komentarze:

  1. Boże jaki rozdział dioafjaaajoafjafakfa *-* Kurwa niech znajdą tego dawce..
    bo to nie moze się tak skończyć.. nie.. ona będzie żyła.. ♥
    Nath jest taki kochany... jejku...
    A ta końcowka o jeej... co się wydarzy, czy wszystko będzie dobrze..
    Czekam na nexta, weeny kochana♥
    http://nosweet-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaa... muszą znaleźć dawcę!!!
    Piszesz ciekawie, nawet mimo tego, że to nie są do końca moje klimaty.
    Czekam na kolejny rozdział!
    Ps: Wpadniesz do mnie? Napisałam dopiero prolog i nie wiem czy jest sens pisać dalej. Liczę na jakieś przydatne uwagi z Twojej strony :)
    nie-moge-myslec.blogspot.com
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń